Rapa Nui

Tradycja Kultura Współczesność

294W jednym z wydań "The New York Times" mogliśmy przeczytać relację z Rapa Nui. Artykuł otwiera zdjęcie mieszkańca Wyspy, który zamieszkał w jednej z jaskiń. Jego zdaniem rząd Chile okrada ich własność i zabiera ziemię, która należała do ich przodków.

 
przeczytaj oryginalny artykuł 295 

 

  Aaron Nelsen donosi, że niektórzy starsi ludu z tęsknotą wspominają poczucie głębokiej izolacji tego niewielkiego skrawka ziemi na Pacyfiku, jakie towarzyszyło im przez lata. Konie był wtedy były podstawowym środkiem transportu, loty na stały ląd były nieliczne, a język polinezyjski dominował w większości sfer życia. Ponuro żartują, że teraz na Rapa Nui jest więcej samochodów, niż moai. Język hiszpański, którym posługują się Chilijczycy obecnie panuje w wielu regionach Wyspy. A nowe luksusowe hotele, stawiane przez bogatych przybyszów, gdzie nocleg kosztuje nawet 1 100 dolarów za noc, przyczyniły się do spadku ich dochodów.
  Do takiej sytuacji dochodzi w czasie gwałtownych protestów antyrządowych w Chile, wzniecanych głównie przez studentów. Kraj zmaga się z wystąpieniami rdzennej ludności Rapa Nui, które kończyły się już wielokrotnie gwałtownymi starciami z siłami bezpieczeństwa.
  Mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej zainspirowani działaniami ludności innych regionów Polinezji, które uzyskały znaczny stopień autonomii politycznej, postanowili  powołać ruch "łatwopalnych". Jego zadaniem będzie walka o uzyskanie niepodległości przez Rapa Nui. Ich inicjatywa, którą nazywają "Rapa Nui, nie Wyspa Wielkanocna", stanowi trudne wyzwanie dla Chile. Rząd tego kraju będzie musiał stłumić protesty mieszkańców swojego terytorium, ale leżącego w środku Południowego Pacyfiku. "Nasza najbliższa granica jest z Pitcairn, a nie z Chile" - powiedział w jednym ze swoich wystąpień Leviante Araki, 54 przewodniczący Parlamentu Rapa Nui, nawiązując do brytyjskiego terytorium zamorskiego, leżącego ponad 1200 mil na zachód od Rapa Nui.
  Przybysze z kontynentalnego Chile są motorem gwałtownego wzrostu populacji na Wyspie Wielkanocnej. W ciągu dekady liczba ludności zwiększyła się o 54 proc, do 5 800. Continentals, jak Chilijczycy nazywani na Rapa Nui, już teraz nieznacznie przewyższają liczbę rdzennych mieszkańców, w stosunku 3 000 do 2 800. Dane takie podaje burmistrz Luz Zasso Paoa. Protesty skupiły się wokół udaremnionych wysiłków jednego ze znaczących klanów - Hitorangi. Jego członkowie chcą odzyskać ziemię, na której niedawno wybudowano luksusowy hotel. Innym źródłem gniewu Rapanujczyków są przywileje, jakim mogą się cieszyć kontynentalni Chilijczycy. Jest to m.in. subsydiowanie zakupu mieszkań. Przyjezdni odbierają im też miejsca w pracy w lukratywnej gałęzi gospodarki jakimi jest handel, czy turystyka. Rząd w Santiago rozszerza też swoja kontrolę na Wyspą.

 Siły bezpieczeństwa brutalnie eksmitowały protestujących Rapanujczyków w 2010 r., którzy zajęli budynki i inne miejsca. Na filmach zarejestrowanych przez telefony komórkowe widać zakrwawionych demonstrantów. Chilijski rząd, za użycie siły w celu rozwiązania problemów na tym terytorium, otrzymał w ubiegłym roku napomnienie od Narodów Zjednoczonych. Choć sytuacja uspokoiła się nieco od tego czasu, do bardziej spokojnych protestów dochodziło również w tym roku. Mimo agitacji, Wyspa Wielkanocna wciąż napawa trwogą. Prawie tysiąc monolitycznych moai rozrzuconych wokół wulkanicznych kraterów i piaszczystych wybrzeży, strzeże tajemnic Wyspy, którą polinezyjscy odkrywcy zasiedlili ponad dziewięć wieków temu. Stada koni dziko wędrują po wzgórzach, jakby Rapa Nui należała tylko do nich.

  Walka o suwerenność i niezależność przybiera różne formy. Część społeczeństwa, takie działania popiera Parlament Rapa Nui, domaga się by sprawę skierować do sądu. Pozew ma zostać złożony na kontynencie. Inni próbują podważyć legalność traktatu z 1888 r., na mocy którego Chile anektowało Wyspę. Wyjątkową złość budzą w nich wspomnienia firmy Williamson-Balfour (spółka wybudowała mur graniczny wokół Hanga Roa i  stworzyła na Rapa Nui struktury chowu owiec. Miejscowych zmuszano do niewolniczej pracy. Nie wolno im było nawet opuścić miasto bez zezwolenia - dop. autora ). Niektórzy snują teorie spiskowe. Twierdzą, że ostatni król ludu Rapa Nui Symeon Riro Kainga, został otruty w 1898 roku podczas wizyty na wybrzeżu Chile. Parlament Rapa Nui w zeszłym roku (2011r.) jednogłośnie ogłosił Valentino Riroroko Tuki, 81-letniego wnuka ostatniego monarchy, nowym królem. Te decyzja nie spodobała się jednak wszystkim z klanów. Ich przywódcy zgłosili swoich kandydatów do tronu.
  "Ta wyspa funkcjonowała jak obóz koncentracyjny" - przekonuje dziś Riroroko Tuki. Ten rolnik o łagodnym usposobieniu zyskał sławę w 1950 r., gdy sprzeciwił się opresyjnym działaniom rządu w Santiago. W tamtych czasach Marynarka Chile pilnowała, by Rapanujczycy nie opuszczali Wyspy. Osoby, które złamały zakaz publicznie chłostano. Riroroko Tuki uciekł wtedy na łodzi rybackiej na Wyspy Cooka, leżące ponad 3200 mil od Rapa Nui. Widząc poparcie oraz oczekiwania ludu, liderzy tej społeczności rozważają dochodzenia roszczeń przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości. Za wzór stawiają sobie Wyspy Cooka, gdzie udało się wprowadzić samorządną demokrację parlamentarną "w wolnym związku " z Nową Zelandią. Innym krajem, który bacznie obserwują  jest Nowa Kaledonia, francuskie terytorium zamorskie. Tam też utworzył się silny ruch niepodległościowy.
  Frakcja niepodległościowa wcale nie jest jednomyślna. Alberto Hotus, szef Rady Starszych, zwrócił uwagę, że Wyspa zależna jest od chilijskiej opieki zdrowia, żywności, telekomunikacji i lotów na kontynent. "Jeśli zerwiemy więzi z Chile, wrócimy do jedzenia paszy" - powiedział. Tymczasem władze na kontynencie bardzo ostrożnie wypowiadają się zrywie niepodległościowym Rapa Nui. Carlos Llancaqueo, komisarz prezydenta Sebastian Pinera do spraw Wyspy Wielkanocnej, potwierdza że urzędnicy mają świadomość problemów. Dlatego przyśpieszono realizację planów poprawy sieci energetycznej, instalacji wody pitnej i dwujęzycznej edukacji: zarówno w języku Rapa Nui, jak i hiszpańskim.
 Dodatkowo Llancaqueo poinformował, że powstaną nowe przepisy regulujące migrację i pobytu na Wyspie. Projekt ustawy zostanie też skonsultowany z Rapanujczykami. Zgodnie z przygotowanymi planami Wyspa Wielkanocna otrzymałaby większą kontrolę nad własnymi finansami. Nadal jednak pozostanie prowincją Regionu Valparaíso, więc decyzje dotyczące jakichkolwiek dotacji podejmowane będą i tak na kontynencie, czyli pięć godzin lotu stąd. Jego zdaniem problemy, jakie pojawiły się na Wyspie są wynikiem 50 lat zaniedbań. Pozew niepodległościowy ocenił jako "temat na przyszłość".
  Takie przeszkody nie zrażają Rapanujczyków, którzy w przeszłości przetrwali większe nieszczęścia. Gdy w 1870 zmagali się z megalomanią rządów francuskiego marynarza Jean-Baptiste Dutroux-Bornier, który tyranizował Wyspę niczym literacki Conrad Kurtz. Gdy zdziesiątkowało ich peruwiańskie niewolnictwo i epidemia ospy (populacja Rapa Nui zmalała do zaledwie 111 osób, w tym tylko 36 rdzennych mieszkańców - dop. autora) oraz surowe rządy wojskowych z Chile.
  Ruch rozwija się tutaj w czasie, gdy wielu naukowców odrzuca teorię, że starożytni Rapanuijczycy nadmiernie eksploatowali swoje zasoby, takie jak drzewa, co przyczyniło się do spadku populacji. "Przed przybyciem Europejczyków, udało im się przeżyć w całkowitej izolacji w środowisku bardzo wymagającym" - twierdzi Terry Hunt, antropolog z University of Hawaii. "Teraz są bardziej narażeni, ponieważ nie potrafią rozwiązać swoich problemów na miejscu" - uważa.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama
www.douglas-shop.pl

Patronat

Reklama