Rapa Nui

Tradycja Kultura Współczesność

313

Mieszkańcy

  Nie przyłączę się do dyskusji, która ma rozstrzygnąć, kiedy Wyspa została zasiedlona. Nie mam wystarczającej wiedzy na ten temat. Jedno jest pewne, jej mieszkańcy przemierzali oceany na długo przed przybyciem na Rapa Nui białego człowieka. Wybrzeże Ameryki Południowej, do którego docierali przed wiekami, wydawało się im końcem świata. Szybko wracali do siebie, uznając ląd - miejsce gdzie kończy się woda i po którym biegają zwierzęta, których nie da się złowić - za nie nadający się do życia.

Dziś śmieją się ze swojego holenderskiego odkrywcy. To też może tłumaczyć, dlaczego tak dobrze czuli się na swojej Wielkiej Wyspie, w końcu Rapa Nui to dla nich Te Pito o Te Henua – Pępek Świata, i nigdy nie planowali przeprowadzki/zasiedlenia/podboju innej ziemi. Przecież łatwiej jest żeglować, a morza i oceany należą do wszystkich.
    
posłuchaj:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

49 Tajemnicą jest dla nas, jak możliwe było przy użyciu bardzo prostych łodzi, pływanie na tak olbrzymim obszarze wody. W tym czasie w Europie nie było technicznej możliwości budowy okrętu, który przetrwałby taką podróż. Zawsze żyli i poruszali się po wodach. Znają wszystkie tajemnice przyrody. Dlatego dla nich – to dla nas jeszcze większe zaskoczenie – łatwiej jest pływać nocą, niż za dnia.
   
Zastanawiające może być również dla nas, Europejczyków - w których tkwi przekonanie, że to co jest napisane w książkach jest prawdą lub jest bardzo ważne – to, że Rapanujczycy myślą całkiem odwrotnie. My mamy wielkie zaufanie do słowa pisanego. Oni wolą wszystko zapamiętać. Nas postrzegają jako ludzi leniwych, ponieważ musimy sobie wszystko zapisywać. Do refleksji.
 
Teraz dochodzimy do kolejnej tajemnicy, która jest znana w świecie zachodnim: jak mieszkańcy Rapa Nui byli w stanie zbudować olbrzymie moai i jak je następnie transportowali? A to spory kawał drogi, licząc od wulkanu gdzie były wykłuwane, do miejsca nad brzegiem oceanu gdzie je ustawiano.

47To co dla nas jest wielką niewiadomą, dla Rapanujczyków żadnym sekretem nie jest. Są przekonani, że posągi przemieszczały się same, przy pomocy siły ponadnaturalnej zwanej mana. Europejczycy, gdy zaczęli się tym interesować w ubiegłym stuleciu, zaczęli eksperymentować. Powstało sporo teorii na ten temat i wygląda na to, że wszystkie są w jakimś stopniu prawdziwe. W trakcie tych prób próbowano przesunąć figurę raptem 200 metrów, natomiast tubylcy przemieszczali je na odległość do 8 kilometrów!
 
Mąż Stephanie Pauly, Karlo, w ogóle nie może zrozumieć takiego podejścia do sprawy. Z jego punktu widzenia Europejczycy psują poczucie piękna, którego można doświadczyć patrząc na te stojące kolosy. Podziwu nad pracą ludzi, którzy się musieli sporo natrudzić, by znalazły się na swoim miejscu. I nieustanne zgadywanie „jak to było możliwe?”, niszczy tylko ten zachwyt, który się w człowieku budzi. Radzi, żeby nie niszczyć samego siebie i własnej energii poprzez nieustanne zadawanie pytań. Jego zdaniem należy myśleć o teraźniejszości, własnym życiu i zastanawiać się co można jeszcze zrobić.

50 Cała kultura Rapa Nui jest skonstruowana w zgodzie z energią kosmiczną. Są to wierzenia, w których nieustannie obecni są przodkowie. Na tej niewielkiej wyspie istnieje około 8 tys. miejsc, które mają swoją konkretną nazwę. Każdy większy kamień oznaczono w ten sposób.  Przedstawiciele różnych ruchów ezoterycznych z całego świata, którzy przybywają na wyspę, posiadający przedmioty mierzące energię kosmiczną, uważają że jest to najwyższe stężenie tej energii jakie znaleźć można na kuli ziemskiej.  

Nie oznacza to, że w tym dalekim i nie bardzo dostępnym świecie żyje się bez problemów. Każdy kolejny dzień wypełniają na zmianę kłopoty lub radości. Rapanujczycy są dumni ze swojej wyspy, to pewne. Choć może lubiliby ją mniej, gdyby Chile nie przysyłało co trzeba, a  turyści nie przyjeżdżali. Niestety przyplątały się też narkotyki, przybyłe głównie z Tahiti. Alkohol też jest "doceniany".

Przyjezdni – Europejczycy, pracownicy różnych organizacji, Chilijczycy mieszkający tam na stałe – opowiadają, że jeszcze 10 lat wstecz na miejsce wozili lekarstwa, ciuchy i inne rzeczy, bo tego wszystkiego brakowało. Były również plany przyłączenia Rapa Nui do Francji, by żyło się lepiej. Wielu Rapanujczyków emigrowało. Sporą grupę „wielkanocnych” odnajdziemy na przykład na Tahiti.

51 Rapanujczykom możemy natomiast pozazdrościć braku pośpiechu i kontaktu z naturą. Tam na pewno nauczymy się spokojnego czekania w kolejce, bez niecierpliwienia się. Poza tym widać im zęby od ucha do ucha. Może to jest sposób na szczęście. Nie wiem.

Stephanie zapytałem kiedyś, czy jeśli ktoś przyjedzie na Wyspę Wielkanocną i o nią zapyta, to czy tubylcy wskażą drogę do niej. Odpowiedziała, że to zależy. Jeśli się im spodobamy, to pomogą nam. Jeśli uznają, że jesteśmy niesympatyczni, nie powiedzą nam niczego. Stephanie jest z tego bardzo dumna, ponieważ czuje że została przyjęta, zaakceptowana jako swoja. I cieszy się taką samą opieką innych członków grupy, co rodowici Rapanujczycy.

 
 
fot. Stephanie E. Pauly
fot. Eva Stankovitch

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama
www.douglas-shop.pl

Patronat

Reklama