Rapa Nui

Tradycja Kultura Współczesność

slajd5Życie na wyspie 

  Trudno uwierzyć, że aż do roku 1965 rdzenni mieszkańcy wyspy byli zamknięci w jedynej na Rapa Nui osadzie, Hanga Roa. Nie mogli opuszczać murów między, którymi się znaleźli. Wielu z nich, głównie tych starszych, nie zna swojej ojczyzny! Nigdy nie byli w jej pozostałych częściach!!! To na szczęście się zmieniło. Dziś Hanga Roa to miasto wolnych ludzi. Nadal samotne na Wyspie Wielkanocnej i jej stolica.  

Na trochę więcej swobody mogli liczyć od 1965 r., ale już dwa lata później na Rapa Nui wybudowano lotnisko. Ich życie zmieniło się diametralnie. Na tym dotychczas cichym i zapomnianym skrawku ziemi zaczęły lądować olbrzymie samoloty pasażerskie, a nawet wahadłowce. Zgodnie bowiem z podpisaną jeszcze w latach 80. XX wieku umową, pomiędzy niejakim Ronaldem Reaganem i równie znanym Augusto Pinochetem, pas startowy na Wyspie Wielkanocnej jest zapasowym lądowiskiem dla promów kosmicznych.
 
posłuchaj:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

34W tym czasie w Europie mieszkał Linplatt? (nazwisko pisane ze słuchu, z tłumaczenia, proszę o pomoc). Norweg, który wpadł na pomysł, by wprowadzić nowy rodzaj turystyki.  Przeznaczonej dla osób bardzo zamożnych. Były to wypady na krótki czas, zwiedzało się bardzo dużo i szybko się wracało z powrotem. W końcu dotarł  również na Wyspę Wielkanocną, gdzie zaczął szerzyć swoją ideę. Na Rapa Nui zaczęli przybywać ludzie z zewnątrz.

Pewno nie o takiej zmianie marzyli tubylcy. Dla wielu z nich, zajmujących się przede wszystkim rękodziełem, to połączenie ze światem stało się jednak okazją do sprzedaży wyrobów artystycznych. A trzeba dodać, że to cudeńka rzemieślnicze o bardzo dobrej jakości. Innym, z pewnością pozytywnym, przejawem zniesienia izolacji Wyspy było zainteresowanie jej archeologiczną przeszłością. Przyjezdnych szczególnie interesowało pismo rongo rongo.
    
Ruch turystyczny na Wyspie wzrósł szczególnie w ostatnich 10 latach.  W 2000 r. na Rapa Nui przybyło ok. 11 tys. osób w ciągu rok. W ostatnim roku było ich już 45 tys. To oni stanowią główne źródło dochodów tubylców. Niestety turyści, którzy obecnie przyjeżdżają nie są tak naprawdę zainteresowani kulturą. Tym bardziej zakupem lokalnych wytworów. Zazwyczaj są na wycieczce dookoła świata i Wyspa Wielkanocna jest dla nich tylko jednodniowym przystankiem na tej trasie.  


 33

Plaża Anakena


Nawet ci bardziej zamożni, którzy specjalnie podróżują do Chile, poznają Wyspę Wielkanocną jako jedną z trzech atrakcji: na początku kierują się do Atakamy, następnie na południe kraju i w końcu na Rapa Nui. Jak to bywa często na świecie, najliczniej wyspę olbrzymich posągów odwiedzają Japończycy. Są pełni szacunku dla kultury rodzimej i bardzo zdyscyplinowani – niczego nie dotykają. Natomiast nie kwapią się, by cokolwiek kupić. Ogólnie mówiąc robią bardzo dużo zdjęć i wracają do domu.  
 
W ciągu 14 lat, od kiedy na Wyspie zamieszkała Stephanie Pauly, nastąpiła istotna zmiana w stosunku jej mieszkańców do pieniądza. W przeszłości Rapanujczycy wymieniali pomiędzy sobą towary, których potrzebowali wzajemnie. W tej chwili za wszystko trzeba zapłacić. Robią tak również najbliżsi członkowie rodziny. Każda rzecz ma swoją wartość. Rola pieniądza bardzo wzrosła.  
 
314Dlaczego to tak znacząca zmiana? Kultura mieszkańców Wyspy Wielkanocnej jest bardzo odmienna od europejskiej, ponieważ u nich nie istnieje ‘ja’. Ludzie nie żyją tylko dla siebie. Indywidualizm europejski jest im bardzo obcy. Zawsze współistnieli w rodzinie, w klanie i wszystko odbywało się wspólnie. Mieszkają też razem, ich życie przebiega w grupie. Osoby, które są zainteresowane przetrwaniem tej kultury mają nadzieję, że mieszkańcy Rapa Nui wrócą do swoich korzeni. Dziś trudno przewidzieć w jakim kierunku podążą. Wpływy ogólnoświatowe są silne również i tam.

Na Wyspie jest bardzo mało wody. To duży problem. Rapanujczycy radzą sobie z nim, tak jak od zawsze ich przodkowie - odprawiają charakterystyczne obrzędy. Przewodniczą im wyspecjalizowani w tym celu kapłani, których jedynym zadaniem jest sprowadzanie wody w postaci deszczu. Chodzi przede wszystkim o specyficzne śpiewy, które mogą być wykonywane tylko przez tych szamanów. Taki rytuał odprawiany jest wyłącznie w przypadkach ekstremalnych.

Wyspę zamieszkuje kilka plemion. Każde z nich czci swoich przodków. Członkowie jednej rodziny nie mogą przebywać, a nawet spać na terenie innego klanu. Pytanie, skąd takie surowe reguły? Jest to związane z pewną legendą. Zachęcam do jej przeczytania w zakładce „Z dzienniczka Stephanie Pauly”. To nie ludowa tradycja, a rygorystycznie przestrzegane zasady. Nie wolno nawet głośno wymawiać nazwiska drugiej rodziny. Tych norm uczy się już małe dzieci, ponieważ gdy któreś z nich nie przestrzega ich zdarzają się hmm…przykre wypadki.
 
38Dlatego kult zmarłych na Rapa Nui przejawia się nie tyle w jakiś obrzędach, które mają miejsce w określonych porach roku, tylko na codziennym pamiętaniu o przodkach i zachowywaniu się zgodnie z prawidłami otrzymanymi już we wczesnym dzieciństwie. W formie różnych opowieści i legend. I także dzisiaj, choć są wyznawcami religii katolickiej, gdy mają poważne problemy to zwracają się, zgodnie ze swoim starym zwyczajem, do tupunas, swoich przodków. Dla Europejczyków może być dziwne, że łączą oba te przekonania bez większych problemów.
 
Właściwie nie ma żadnych elementów poprzednich kultur, które występowałyby w ramach obrządków pogrzebowych. Dlatego, że jest silny naciska na to, aby pochówki odbywały się zgodnie z religią katolicką. Nie ma tu żadnych wyjątków. Byłoby to wbrew prawu! Jurysdykcja nie dozwala innego typu obrządku pogrzebowego, jak ceremoniał katolicki.  
 
Istnieje jednak pewne przekonanie i wiedza, którą posiadają jedynie starsi członkowie tej społeczności. W momencie, kiedy widzą chmurą o specyficznym kształcie, wyglądzie, wiedzą, że zmarł ktoś z innego plemienia. Wierzą, że to przodkowie przysyłają im tę wiadomość w postaci obłoków. A ponieważ potrafią czytać symbole, wiedzą jakiej grypy rodzinnej dotyczy dany kształt chmury.  W ten sposób dusza niejako żegna się z ciałem i miejscem życia.


70 


W życiu  codziennym obowiązują też nakazy bądź zakazy związane z obecnością tupunas. W innym miejscu pisałem, że pomiędzy północą a godziną czwartą nad ranem, mieszkańcy Rapa Nui nie mogą się przechadzać się po Wyspie, śmiać, a nawet głośno rozmawiać. Nie wolno w tym czasie również korzystać z toalety! Wiąże się to z przekonaniem, że są zarówno dobrzy, jak i źli przodkowie. Jedni pomagają swoim potomkom, drudzy wbrew przeciwnie. A to dlatego, że rozstali się ze swoim fizycznym życiem w złym momencie lub w nieodpowiedni sposób. Ci, którzy umarli w nieoczekiwanej chwili, nie do końca odeszli. Gdy pojawiają się i na przykład zobaczą obnażone ciało, mogą zakochać się w tej osobie! A także przedostać się do jej umysłu. Świadkiem takiego zdarzenia była Stephanie.  
 
Inna rzecz związana jest ze zwyczajem, że w momencie kiedy cokolwiek ważnego zaczyna się dziać – takim doniosłym wydarzeniem było na przykład otwarcie wystawy w Poznaniu – by zyskać przychylność przodków należy upiec specjalne jedzenie w piecu ziemnym. W Polsce było to niemożliwe, a przede wszystkim niedozwolone poza Wyspą Wielkanocną. W zamian, jeszcze przed oficjalnym otwarciem ekspozycji, puszczono hymn Rapa Nui – pieśń do przodków, której wszyscy w skupieniu wysłuchali. Dopiero wtedy wszyscy weszli na teren wystawy, wierząc że zyskali przychylność tupunas.
 
41Kiedy Stephanie opuszczała Rapa Nui ten specjalny pokarm też został przygotowany. Zasiedli do wspólnej uczty, by wyjaśnić przodkom, dlaczego jedzie do Europy, w jakim celu. Jednocześnie poprosili ich o opiekę. Kiedy wróciła do siebie zrobili znów to samo, by podziękować bóstwom za opiekę nad nią. Zgodnie z przekonaniami mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, ich przodkowie żywią się dymem, który powstaje gdy piecze się w piecu bądź na otwartym ogniu. Z mięsa wydobywa się wtedy specyficzny zapach, rodzaj dymu i to jest ich pożywienie.
 
Dlatego nie kultywują specjalnych zwyczajów związanych z przodkami, ograniczonych do pojedyn czych gestów. Nie ma tak jak np. na Kubie, że upuszcza się pierwsze krople z posiłku – wina  lub jakiegoś innego napoju – dla dusz zmarłych. O tupunas myśli się cały czas. Ważniejszy jest szacunek dla nich, niż jakieś charakterystyczne zachowania. Nie ma też żadnego specjalnego okresu w ciągu roku, jak nasze Święto Zmarłych, poświęconego kultowi zmarłych. Są częścią ich codziennego życia.

 

fot. Stephanie E. Pauly
fot. Eva Stankovitch

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama
www.douglas-shop.pl

Patronat

Reklama