Rapa Nui

Tradycja Kultura Współczesność

56To taki, powiedzmy, niezbędnik turysty. Ułatwi nam odczytywanie map i przewodników, a potem już zwiedzanie samej wyspy. Myślę, że warto tu też zaglądać, gdy swój cenny czas poświęcicie na przejrzenie stron tego portalu.

 

 

Ahu – we wszystkich językach świata słowo to tłumaczone jest jako ‘platforma’. Na takich podestach ustawiano kilka moai obok siebie. Rapanujczyk powiedziałby: relikwiarz, świątynia, kaplica, grobowiec. Gdy umierał charyzmatycznym przedstawiciel tej społeczności, zostawał zawinięty w liście bananowca. Jego ciało umieszczano na specjalnym podwyższeniu, tak że wszyscy je widzieli. Trwało to tak długo, aż zwłoki zmarłego zostały wysuszone. Następnie zbierano wtedy już tylko kości nieboraka i rytualny sposób chowano je w platformach świątynnych ahu, na których stawiano posągi.

 

Ahu A Kivi – „siedmiu zawiadowców”. To oni na polecenie swego władcy - Hotu Matu'a – mieli przybyć na wyspę jako pierwsi.  Według legendy, kapłan imieniem Haumaka odbył podczas drzemki lot nad Oceanem Spokojnym i dotarł na wyspę, którą nazwał Te Pito ‘o te Kāinga (Środek Ziemi).  Ich zadaniem było odnalezienie lądu, który zobaczył we śnie. To jedyne z moai zwrócone twarzami do morza).

 

Avanga – krematorium. To współczesne słowo, kojarzące nam się dziś raczej z konkretnym budynkiem i odpowiednim piecem. W przypadku Wyspy Wielkanocnej chodzi o miejsce, gdzie palono zwłoki zmarłych.  W ten sposób żegnano zwykłych obywateli. W przeciwieństwie do liderów klanu, kapłanów, których wysuszano „suszono” na ahu.

 

Ana – jaskinia, grota. To właśnie w nich zamieszkali pierwsi mieszkańcy wyspy, zanim jeszcze nie pobudowali różnych hare. Spełniały określone funkcje dla społeczności, o czym świadczą ich nazwy: Ana Hara Poreko Poki (jaskinia, w której rodzą się dzieci), Ana Kai Tangata (jaskinia ludożerców)!!?, Ana Tari Moai (jaskinia, gdzie rzeźbią moai), i znana z filmu jaskinia dziewic...

 

Hare – miejsca zamieszkania. Najbardziej charakterystyczne dla Wyspy Wielkanocnej są hare vaka (dosłownie ‘dom kajak’). Nazwany tak, ponieważ jego kształt przypomina odwrócony kajak). Aerodynamiczne, można powiedzieć przeciwwietrzne.
 
Hare Moa – powiedzmy swojski kurnik. To jednak  najbardziej rozbudowane konstrukcje na wyspie, zrobione z kawałków bazaltu. Doliczono się ich 1233. Miały zwykle 10 metrów szerokości, 6 metrów wysokości i 20 metrów długości. Choć odnaleziono długie na 70 metrów. Pomieszkiwali w nich także ludzie, którzy być może opiekowali się drobiem. Są dowody na to, że pierwotnie miały służyć jako grobowce. W mniejszych hare moa, bez otworów bocznych i dachu, przechowywano bulwy roślin, takich jak słodkie ziemniaki i taro.

 

Hare Paenga – dziś to eliptyczne kształty, które można spotkać na terenie całej Wyspy, zwłaszcza w pobliżu ahu. To pozostałości po dawnych domach mieszkańców Rapa Nui, które używane były od XIV do XIX w. Budowano je z kamieni (głównie z bazaltu), które tworzyły podstawę takiego lokum w kształcie odwróconej łodzi. Miały od 10 do 15 metrów długości i 2 metry szerokości. Dach budowany był z drewnianych belek i pokryty słomą. Paenga nie miały okien, tylko niewielkie drzwi w środku, przez które właściwie się wczołgiwano. Fundamenty nadające kształt przyszłemu domowi.


Karava – skalne schronienie, mała jaskinia, schron.

 

Manavai – ogrodzony ogród.

 

Moai – posągi na Rapa Nui.

 

Pipi Horeko – kopce ułożone z kamieni, służyły jako oznakowanie trasy lub szczytu.

 

Pukao – kapelusz, kok, peruka. To nasze europejskie, współczesne interpretacje. Nazwijmy je zwieńczeniami moai. Odsyłam do zakładki „Ludzie wśród posągów/Moai, czyli kolosy”. Robiono je z czerwonego tufu wulkanicznego. Bardzo lekkiego, więc może chociaż one były łatwiejsze w transporcie. Od spodu rzeźbiono w nich zagłębienie, więc sporo nachodzą na „głowę” moai i może dlatego, mimo tak wielu „nieprzychylnych wiatrów”, przetrwały tyle wieków.

 

Taheta – „kamienny puchar na wodę”, gromadzono w nich wodę, zbiornik na wodę.

 

Tupunas – przodkowie.

 

Tupa – wieża obserwacyjna. Są tacy co twierdzą, że służyła do obserwacji gwiazd.

 

Umu – to rodzaj pieca ziemnego, zasilanego rozgrzanymi kamieniami. Niezwykle istotny dla mieszkańców Rapa Nui, którzy przygotowywali, przygotowują w nim specjalny pokarm przed a także po zakończeniu  najważniejszych dla nich wydarzeń. Ma to im zapewnić przychylność przodków, tupunas.


A o to kilka zwrotów, które ułatwią nam kontakt z tubylcami, a z pewnością sprawią, że spojrzą na nas przychylniejszym okiem.


Jorana! – pierwsze słowo, które poznajemy za granicą. To jednak podstawa wszelkich kontaktów. Ogólnie mówiąc to powitanie, które oznaczać równie dobrze  może ‘dzień dobry’, ‘dobry wieczór’, jak i ‘do widzenia’. W przeszłości – i to starsza forma – mówiło się Ko mao a. W przewodnikach pisane ‘Iorana’, a więc przez krótkie ”i”. Słowo wymawia się zdecydowanie z akcentem na „jo” – „jjooorana”, stąd moja mój zapis przez „j”.

 

Gdy już się przywitamy, warto dopowiedzieć grzecznościowe Pehe koe? - jak się masz/czujesz?, angielskie ‘how are you?’. Tak powinniśmy zwrócić się do Pani/Pana. Odpowiednik tego zwrotu w liczbie mnogiej brzmi Pehe kurua? Ta/tenże lub ci powinni nam odpowiedzieć również grzecznościowe Riva-riva! – dobrze, wspaniale, angielskie ‘fine!’.

 

Będzie cudownie, jeśli tubylec następnie wskaże nam przytulny pokój hotelowy bądź zastawiony jedzeniem stół. Powinien wtedy powiedzieć Ana hanga koe – proszę! Wtedy my musimy mu odpowiedzieć Maururu – dziękuję, nawet jeśli pokój hotelowy nie spełnia naszych oczekiwań, a przygotowany posiłek budzi niepewność. Od nadmiary życzliwości głowa nie powinna rozboleć, więc nasz gospodarz doda jeszcze  O te aha no – hmmm no takie angielskie ‘You're welcome’, proszę uprzejmie.

 

Znamy wielu, którzy chętnie usłyszą wołanie Ka Kai - chodź na jedzenie!, obiad, zapraszam na posiłek. Będąc na Rapa Nui taka informacja wcześniej, czy później zostanie nam przekazana. I wtedy czeka nas to przeżycie. Każdy inaczej docenia specjały lokalnej kuchni, pamiętajmy jednak, że  będziemy po długiej podróży z Europy…

 

W trackie biesiadowania życzę wszystkim, by usłyszeli Manuia! (ewentualnie paka-paka) – na zdrowie! Swojskie, nie tylko polskie. Po toastach, niekoniecznie po jednym,  szybko padają zwroty typu Ko ai tou ingoa? – jak masz na imie? Jeśli gospodarz wypije z nami bruderszafta, wszystko co potem nastąpi będzie już tylko przyjemnością.

 

Rzeczą świętą jest zakończenie takie spotkania zdaniem - Maururu, iorana kurua – dziękuję, życzę miłego dnia. Bez względu na to, ile razy tego wieczora krzyknęliśmy ‘Manuia!’. ALE -  trzeba pamiętać, że wypowiadając to zdanie, żegnamy się z wielkim szacunkiem.

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama
www.douglas-shop.pl

Patronat

Reklama